Miejsce dnia - Pomysł na podróż - Beskid Niski


Najpiękniej jest tu jesienią, gdy czerwienią się buki, a kopuły drewnianych cerkwi i kamienne krzyże na rozstajach dróg otacza mgła. Bez trudu znajdziemy miejsca, gdzie od wieków niewiele się zmieniło. A po przejażdżce wozem maziarskim pokrzepią nas lecznicze wody zdrojowe.



Beskid Niski



Przed nami rozległe doliny, podmokłe łąki i porośnięte czerwonozłotą buczyną beskidzkie wzgórza. Darmo wypatrujemy strzelistych szczytów i nagich turni. Beskid Niski to najniższe pasmo w długim łańcuchu Karpat. Jak na ironię, to właśnie zadecydowało o jego atrakcyjności: góry pozostały dzikie, a szlaki niezadeptane.

Cerkwie - największy skarb

Wysowa to wygodna baza wypadowa w góry. Każdy strudzony wędrowiec może się tutaj pokrzepić wodami zdrojowymi. Pomagają na różne dolegliwości: woda „Henryk" zalecana jest przy leczeniu schorzeń układu pokarmowego, „Józef" na problemy z drogami moczowymi, a „Franciszek" sprawdza się przy bólu głowy. Wody z Wysowej zawierają cenne mikroelementy: cynk, lit, kobalt, miedź. O dwóch pierwszych wiadomo, że odpowiadają za równowagę emocjonalną. W połączeniu z łagodnym mikroklimatem i spokojną atmosferą sprzyjają leczeniu stanów wyczerpania nerwowego. Z Wysowej warto wybrać się na Jawor (723 m), świętą górę grekokatolików i prawosławnych. Zanim powstała tu niewielka świątynia, w jedną z październikowych nocy 1925 roku wiejskiej dziewczynie objawiła się postać Matki Boskiej. Doroczne odpusty 12 lipca i 14 października przyciągają wielu pielgrzymów. Cerkwie to największy skarb Beskidu Niskiego, charakterystyczny element krajobrazu i dziedzictwo Łemków. Jest ich tutaj ponad 100, a każda jest inna, chociaż budowana zgodnie z kanonami łemkowskiej architektury sakralnej.


na zdjęciu cerkiew w Olchowcu

Do cerkwi w Olchowcu wiedzie romantyczny kamienny mostek, a strzelista wieża cerkwi w Kwiatoni czyni ją, zdaniem wielu, najpiękniejszą. W niektórych świątyniach zachowało się oryginalne wyposażenie z przełomu XVIII i XIX wieku. Ich wnętrza kryją malowidła i ikony, które zawieszone w odpowiednim porządku tworzą ikonostas, czyli ścianę z ikonami. Pozornie oddziela on nawę główną od prezbiterium. Jednak zgodnie z tradycją Kościoła wschodniego, tak naprawdę łączy sacrum (sferę świętości) z profanum (sferą świecką), a każda ikona jest oknem, poprzez które wierni mogą oglądać świat nadprzyrodzony.

W poszukiwaniu tradycji

Na XVI i XVII wiek przypada rozkwit gospodarczy regionu. Od czasów rzymskich przez przełęcze karpackie wiodły liczne i uczęszczane trakty handlowe z północy na południe Europy. Dukla także znalazła się na trasie kupców, którzy przemierzali słynny trakt winny z Węgier przez Przełęcz Dukielską do Polski. Dzisiaj prowadzą tędy szlaki turystyczne, które czasem wiodą przez las, innym razem przecinają bezkresne łąki i bezludne okolice. Niekiedy z trawy wyrasta jakaś piwniczka, studnia czy zdziczała jabłoń, które pamiętają czasy, gdy Beskid Niski był ojczyzną Łemków. Jednak dziś tylko nieliczni starają się kultywować zanikające zwyczaje i tradycje. Skansen w Zyndranowej to dzieło Fedora Gocza. W starej, pochodzącej z 1860 roku chyży (drewnianej zagrodzie jednobudynkowej), należącej jeszcze do jego dziadka, zgromadził tradycyjne wyposażenie i przedmioty codziennego użytku.


na zdjęciu Skansen kultury Łemkowskiej w Zyndranowej

Karczma „Gościnna Chata" w Wysowej to chyba jedyna gospoda, gdzie serwuje się hałuszki (kluseczki z odcedzonych tartych ziemniaków), kiszeniaki (gołąbki z kiszonej kapusty) zapiekane z boczkiem i mastyło, dawną łemkowską potrawę. Tradycyjne dania przyrządzane są zgodnie z rodzinnymi przepisami. Królują mleko, mąka, ziemniaki, czasem jajko, a od święta słoninka. Coca-colę zastąpiły miętownica (wywar z mięty z miodem) i podpiwek.

Najciekawsze zakątki Beskidu możemy zwiedzać rowerem, na grzbiecie hucuła (konia domowego) albo pieszo z plecakiem. Czasem świeci słońce, ale bywa i tak, że błocko (błoto) potrafi „ściągnąć" z nóg nawet najmocniej zawiązane buty. Prawdziwym hitem oka-zuje się podróżowanie wozem maziarskim po dawnym szlaku, który wiedzie z Łosia do Szymbarku. Już po kilku chwilach jazdy wóz przenosi nas w epokę, gdy spora część Europy pobrzmiewała charakterystycznym okrzykiem „Maaaazi, maaaazi! Fisztran, dziegieć, oliii-waaa! Dziegieć, lepka ciemnobrązowa ciecz powstająca z suchej destylacji drewna, miał wtedy szerokie zastosowanie. Używano go np. do smarowania osi kół w wozach i zgodnie z powiedzeniem: „Kto smaruje, ten jedzie" był na niego duży zbyt. Stosowano go w garbarstwie i szewstwie, medycynie ludowej i magii. Posmarowanie dziecka „w dołku" dziegciem gwarantowało ochronę przed pasożytami, a w niektórych rejonach używano go w czasie chrztu zamiast wody. Istniało przekonanie, że zmarły z ustami zalepionymi dziegciem nie może stać się upiorem. Pod koniec XIX wieku Łemkowie zajęli się obwoźnym handlem smarem i innymi produktami rafinacji ropy naftowej.

Tam gdzie czas się zatrzymał

Samoistne wycieki ropy były znane w Beskidzie Niskim od dawna, ale dopiero aptekarz Ignacy Łukasiewicz opracował wykorzystanie ,oleju skalnego" na skalę przemysłową. I to właśnie w Gorlicach, w zachowanej do dziś kapliczce przy ulicy Węgierskiej, zapłonęła pierwsza uliczna lampa naftowa. Na terenie pierwszej na świecie kopalni ropy w Bóbrce znajduje się teraz Muzeum Polskiego Przemysłu Naftowego. Najciekawszym zabytkiem skansenu jest najstarszy na świecie szyb, kopanka „Franek".
Zaglądamy do środka. Płytka cembrowana studnia wciąż jest pełna ropy. Wieczorami starsi spotykają się na "kropkę", kieliszek wódki z kroplą eteru, albo zasiadają na ławkach tuż przy drodze, by popatrzeć, jak odchodzi kolejny dzień. Małe okna łemkowskich chyż rozbłyskują na chwilę światłem, by za moment pogrążyć się we śnie.